Gospodarstwo ekologiczne
Ekologia od kuchni
Jak ktoś słyszy „gospodarstwo ekologiczne”, to zwykle widzi obrazek z reklamy soku. Stary sad, stół nakryty obrusem, dziadek z wnukami i jabłka prosto z drzewa. Albo chłopa w kapeluszu, który rano bierze fajkę i graczkę, do południa spokojnie okopuje grządki, a po obiedzie siada na ganku.
Ładne to, ale u nas tak nie jest. Opowiemy, jak jest naprawdę.
Co to w ogóle znaczy „ekologiczne”
Rolnictwo ekologiczne to nie hasło, tylko konkretne przepisy unijne. W skrócie: nie wolno nam stosować syntetycznych nawozów ani chemicznych środków ochrony roślin. Glebę nawozimy nawozami naturalnymi, a rośliny chronimy tylko preparatami z zamkniętej listy dopuszczonych w ekologii.
Owoc z certyfikowanej uprawy ekologicznej to nie owoc „pewnie czysty, bo rolnik tak mówi”. To owoc, który ktoś z zewnątrz sprawdza i bada.
Kto nas sprawdza
Gospodarstwo kontroluje jednostka certyfikująca. To firma z państwową akredytacją i upoważnieniem ministra rolnictwa, a nad nimi czuwa jeszcze inspekcja państwowa. Za kontrole płacimy sami.
Kontrola przyjeżdża co najmniej raz w roku. Obchodzi plantację, przegląda nasze papiery: faktury, zapisy wszystkich zabiegów, sprzedaż. Pobiera próbki, na przykład gleby czy owoców. Może też przyjechać bez zapowiedzi i wziąć próbki w każdej chwili, także w środku zbioru.
Jeśli coś się nie zgadza, na przykład działka nie została zgłoszona albo na etykiecie czegoś brakuje, dostajemy zalecenia i termin na poprawki. Nie poprawimy, tracimy certyfikat.
Ekologiem nie zostaje się z dnia na dzień
Kto przechodzi na ekologię, najpierw przechodzi tzw. konwersję. Przy krzewach, takich jak nasza jagoda kamczacka, trwa ona zwykle 3 lata, przy uprawach jednorocznych 2 lata. Czasem jednostka może ten okres skrócić. Przez cały ten czas uprawiamy już według zasad ekologicznych, płacimy za kontrole, a plonów nie wolno nam sprzedawać jako ekologicznych. Trzeba to po prostu przetrzymać.

Jak to wygląda na plantacji
Gospodarstwo uprawia łącznie ponad 100 hektarów, w całości ekologicznie. Jagoda kamczacka to około 20 z nich. To nie są grządki, tylko pola.
Ekologia to przede wszystkim nieustanna walka z chwastami. Odchwaszczamy głównie mechanicznie, kosimy i wykaszamy międzyrzędzia. Mamy do tego duży, wydajny sprzęt. Ropy nie liczymy w litrach, tylko w tonach: rocznie schodzi jej około 15 ton.
I tak, my też pryskamy. Tylko innymi środkami, i często nawet więcej niż w zwykłej uprawie. Preparaty dozwolone w ekologii działają głównie kontaktowo, czyli tylko tam, gdzie trafią, więc potrzeba więcej cieczy i większych opryskiwaczy. Na choroby grzybowe mamy dużo mniej sposobów.
Jeden przykład: w czasie kwitnienia pryskamy przeciw szarej pleśni preparatem z pożytecznym grzybem. Chodzi o to, żeby grzyb zjadł grzyba. Resztę zostawimy dla siebie, to nasze sposoby wypracowane latami.
Co z tego wychodzi
Każdą partię oddajemy do akredytowanego laboratorium. Jedno badanie sprawdza owoce na obecność od 400 do 500 różnych substancji czynnych środków ochrony roślin.
Takie wyniki pokazujemy klientom w Polsce i za granicą. Wkrótce pokażemy tu kilka naszych prawdziwych wyników, żeby było widać, jak to wygląda na papierze (z zakrytymi danymi).
Przepraszamy, tu jeszcze nic nie ma. Rolnicy są słabi w kodowaniu. Jak zaorzę pole, to dopiszę. – Jacek
Gospodarstwo i firma, czyli po co dwie strony
Tu, na ordowski.pl, jest gospodarstwo: ponad 100 ha upraw ekologicznych, w tym około 20 ha jagody kamczackiej, na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim, przy Poleskim Parku Narodowym. Soki i proszek robi i sprzedaje nasza firma Bio-Sense (bio-sense.pl).
W przepisach ekologicznych już mrożenie czy tłoczenie soku to osobny etap, który wymaga osobnej certyfikacji. Do tego dochodzą przepisy o produkcji żywności i sanepid. Przy sprzedaży w sklepie internetowym, na Allegro i do firm prościej i uczciwiej prowadzić to jako firmę.
To po co nam to wszystko?
Drogo, trudno, papierów więcej niż w urzędzie. Szczerze? Sami czasem nie wiemy. Chyba już weszło nam to w krew.
Jacek i Monika
← Wróć na stronę gospodarstwa